17 de maio de 2009

Cel

Od 11 listopada 2008 roku do dziś w Przecinku pojawiło się około 60 tekstów na różne tematy. Od tego czasu też do przecinka dołączyło się kilka osób, już jest nas około 17. Są to ludzie z Litwy, Brazylii, Afryki, Anglii, Holandii, Portugalii, Włoch, Hiszpanii. Jeszcze nie sprawdzałem ile dokładnie osób nas czyta, ale spotkałem się z bardzo pozytywnym odzewem.

Dlatego właśnie ten projekt musi trwać. To tylko początek, bo przecinek to nie tylko blog czy gazeta, ale przede wszystkim narzędzie do czynienia dobra.

Latem zrobimy sobie kilkumiesięczną przerwę, ale wrócimy z nowymi pomysłami.

Przed przerwą jeszcze napiszę tekst o celu życia. W części “Nosiono” przepisałem tekst o Rosie Busingy, kobiecie, którą wszyscy musieliby poznać. Jeszcze raz wklejam tekst z piewszego wpisu, gdzie pisałem o celu przecinka.

Dziękuje wszystkim,


Pierwszy tekst Przecinka, napisany 11 listopada 2008 roku:

Mamy zwyczaj stawiania kropki nie tylko po tym co piszemy, lecz także po niespodziewanych przeżyciach, szalonych pomysłach, wstrząsających doświadczeniach. Czemu by nie pójść dalej?

Kolejną przyczyną, dlaczego powstał ten projekt- jest pragnienie, żeby postawić przecinek i pójść dalej, poczuć więcej, napisać szerzej, myśleć głębiej. Żeby każdy mógł coś zasiać i zbierać inne pomysły. Przestrzeń otwarta dla wszystkich tak, żeby każdy mógł podzielić się swoimi przemyśleniami, bo wiemy, że każda myśl, od najprostrzych spostrzeżeń, jak niepowtarzalność porannej rosy, do skomplikowanych rozmyślań, jak szukanie rozwiązań konfliktów świata współczesnego, jest bardzo ważna.Wszystko to jest pokarmem dla rozszerzania naszego widnokręgu.

Dlaczego to jest ważne? Bo w ten sposób zbliżamy się do poznania siebie i innych, co jest niezmiernie istotne w doskonaleniu wzajemnej komunikacji i współpracy, w dążeniu do postępu we wszystkich dziedzinach życia i wspólnego dobrobytu,


Vladas Bartochevis

Cel życia

Od tego czasu, kiedy założyłem Przecinek, starałem się nigdy nie pisać w pierwszej osobie. Jednak tym razem, pisząc na temat sensu życia pozwolę sobie na użycie zaimka “ja”. Nie będę wykładał teorii filozoficznych ani wymyślnych argumentów, tylko w najprostrzy sposób opiszę, co się ostatnio u mnie działo. Co prawda, to nie będą fakty, tylko przemyślenia i wnioski które wyciągnąłem z tych przejść... I, jak mówi mój przyjaciel Andrius- masz fakty, znaczy, że to już masz za sobą, więc idź dalej. Szukając argumentów w głębi umysłu nie zawsze trafimy na poprawną odpowiedź.
Przeszedłem kryzys , porównywalny do trzęsienia ziemi, który zachwiał wszystkimi, nawet najpewniejszymi przekonaniami. Wynik- dużo, dużo pyłu...
Ciekawe, że kryzys trwał 40 dni... Symbolika.
Tak naprawdę ten kryzys nie ponosi odpowiedzialności za te wszystkie ruiny w moich przekonaniach. Kryzys nastąpił, żeby pokazać, jak słabe były te podstawy, na których budowałem w sobie dom. Zostałem zmuszony do poszukiwania nowych podstaw i budowy na nich z większą rozwagą i namysłem. Jednak kto jest w stanie powiedzieć, gdzie tak naprawdę jest sens życia, ten punkt wyjściowy?
Jedną z najcenniejszych rzeczy, które usłyszałem w tym okresie, były rozmowy na temat optymizmu i prawdziwej nadziei, zasłyszane w czasie konferencji „Comunione e Liberazione”. Rzeczywiście, optymizm opiera się na tym, że ktoś wierzy w to, że słońce znowu będzie świecić, zjemy coś smacznego na obiad, wyjedziemy w niezwykłą podróż do jakiegoś kraju, kupimy wymarzony samochód, pracę, zostaniemy prezydentem. Jednak to wszystko jest oszukiwaniem się, jeżeli myślimy, że nasze prawdziwe życie rozpocznie się w momencie, kiedy osiągniemy któreś z tych rzeczy...
Prawdziwa nadzieja polega na tym, że nawet po osiągnieciu zamierzonego celu, po smacznym obiedzie czy otrzymanej nagrodzie, nawet przemoknieci w deszczu możemy czuć się spokojni...bo wiemy, że deszcz to nie tylko zimno, a słońce to nie tylko ciepło i kolory.
Zawsze twierdziłem, że musimy poczuć każdą chwilę i cieszyć się z każdej wypitej filiżanki kawy; obserwować wschód i zachód słońca, kontemplować kroplę wody spływającą po liściu itd. Te chwile muszą być kontynuacją czegoś większego, jakiejś całości, a nie początkiem i końcem samych siebie.
Chwila ma wielkie znaczenie, jeżeli traktujemy ją jako prezent. Jeżeli traktujemy ją jako oddzielne wydarzenie- stajemy się zależni, przeskakujemy z radości do smutku i spowrotem, jak w bezsensownej grze, której celem jest oczekiwanie na kolejną chwilę. Możemy grać w ten sposób od rana do wieczora, od narodzin do śmierci.

Jednak na tym nie może się skończyć. Nasze serca z natury nie zgadzają się, że na tym się skończyło. Możemy założyć, że piękno, szczęście i miłość są falami i trwać w oczekiwaniu na kolejne. Są ludzie, którym takie podejście nie pasuje, bo odczuwają dotkliwy brak czegoś większego. Chcą prawdziwego szczęścia, prawdziwej rzeki szczęścia, w którą można wejść lub wskoczyć, zanużyć się i czuć spokojny i stały prąd niosący nas...nawet jeżeli go nie odczuwamy.
Prawdziwe szczęście i prawdziwa miłość są źródłem życia. Kiedy to odczuwamy, odczuwamy ten prąd ( który najczęściej idzie pod prąd w stosunku do reszty świata), czy z otwartymi, czy zamkniętymi oczami, odczuwamy, że idziemy w odpowiednim kierunku,

Vladas

Nasiono- Rose Busingye (Uganda)


Tym razem “Nasiono” jest o Rosie Busingye, która prowadzi kampanię Meeting Point w Ugandzie. Ta organzacja była założona żeby pomagać kobietom chorującym na AIDS oraz dzieciom, które straciły swoich rodziców z powodu tej choroby.
Przepisuję tutaj urywki z włoskiego filmu dokumentalnego “Greater defeating AIDS”
Rose: (w rozmowie o swojej pracy) Czasem opowiadając wiele rzeczy się pomija. Na tym świecie za dużo się mówi. Żeby zrozumieć trzeba zobaczyć.
Leonardo Lucchi (reżyser dokumentu): Trzeba zobaczyć i działać.
Rose: Nawet nie myśląc o tym, że trzeba działać. Bo w końcu się zmęczysz działaniem. Kiedy widzisz coś i czujesz, że coś musisz zrobić, to zmusza do działania. Kiedy zaczynasz, już nie ma możliwości, żeby się zatrzymać, bo pojawia się coraz więcej rzeczy do zrobienia, niż można sobie wyobrazić. Na przykład: chcę wyleczyć chorego, a nagle pojawia się nastepny, drugi, trzeci, już pięć, zaraz sto chorych.
Leonardo: Ta kobieta, grubsza, która tańczyła, jak ma na imię?
Rose: Aida. Powiedziała mi, że nie jest chora. Żeby mogła podawać nam jedzenie, musiała zrobić jeszcze jeden test. Powiedziała też, że moje kobiety są zadowolone, pełne zdrowia, więc to nieprawda, że są chore. Później wybrała z nich grubsze kobiety, zrobiła im test. Zmartwiła się, mówiła: biedne, biedne kobiety...musimy coś zrobić” i przywiozła mi karton prezerwatyw. Kobiety się wściekły. Mówiły: tylko taką pomoc możesz na zaoferować? Z powodu choroby tracę ludzi których kocham, mój mąż umiera, zostawi mnie samą z sześcioma dzieciakami, sierotami... Pomoc... musi być czymś więcej niż prezerwatywy!
Leonardo: Zawsze się późnimy...
Rose: Nie, problem w tym, że myślenie.. no nie wiem... Trzeba myśleć głębiej, bo życie to nie tylko seks! Napewno więcej, po już mam wirusa. Więc dlaczego miałabym używać prezerwatyw?
Dlaczego miałabym ochaniać innych? Kim oni są? Ale oni rozumieją, że sami są wartością, inni też, więc chcą pomóc i chronić innych.
Nie ma tu ani jednej kobiety, które nie bierze leków. W innych projektach często można zauważyć, że ktoś odmawia przyjmować leki, bo proces jest bardzo długi, ma efekty uboczne, widzisz np jakie są brzuchy większości kobiet... to jeden ze skutków ubocznych. Niektóre zaczynaja brać leki, ale w momencie, kiedy pojawiają się skutki uboczne, odstawiają kurację. Natomiast te kobiety... nawet jeżeli podasz im kamienie, połkną je!!!
W końcu, pokonać AIDS oznacza właśnie to, że ktoś potrafi powiedzieć: wiesz, życie jest wartością, chrońmy je. Nawet jeżeli komuś zostały twa dni życia, dziesięć dni czy rok albo trzy...warto żyć... Później widzisz, jak ta jama schorowana kobieta następnego dnia idzie śpiewać razem z innymi...Następnego dnia sprawia sobie nową fryzurę. Następnego dnia pierze ubranie. Kiedy ktoś mówi: gdybyśmy mieli szczepionki...” Nawet gdybyśmy je mieli, jeżeli człowiek nie zna wartości życia, szczepionki też nie miałyby sensu.
Rose: Poprosiłam kobiety o minutę ciszy, żebyśmy mogli pomodlić się za zmarłych i za sieroty, które straciły swoje domy ( po huraganie w Ameryce- Stanach Zjednoczonych).
Pewna kobieta wstała i powiedziała: „Kiedy nas spotkałaś, nie modliłaś się i nie chcę, żeby teraz, kiedy niedługo umrę, ktoś spotkał moje dzieci i tylko się modlił za nie. My też chcemy kochać tak, jak ktoś nas kochał.“
W ciągu dwu tygodni wypełniły całą ciężarówkę. Ledwie się nie popłakałam, że nie zrobiłam tego co oni... Zadzwoniłam do Ambasady Włoskiej i USA. Wśród amerykaninów był jeden dziennikarz, który po przyjeździe był oburzony: ¨Nie, to nie jest w porządku, że ktoś oddaje wszystko co ma. Ci ludzie nie mają nic. Ten, kto chce chce coś komuś ofiarować, robi to, bo ma nadmiar czegoś, a nie oddaje wszystko, co ma!“
Pewna kobieta zakażona wirusem HIV mówi: “Kiedy dowiedzieliśmy się o katastrofie w Ameryce, chciałam coś dla nich zrobić, pomóc im, tak jak pomogła mi Rose. Ich dzieci są też moimi dziećmi, więc chciałam, żeby czuły się kochani, chciałam kochać ich tak, jak kochała mnie Rose. Wspólnie z innymi kobietami z Meeting Point zaczęłyśmy pracować i zbierać pieniądze.”
Vicky: Przygotowałam się na śmierć... w pewnym momencie czułam ból w każdej części mojego ciała... paliłam się, tak jakby ktoś wylał na mnie kwas, całe ciało się paliło. Cały czas spędzałam w domu, leżalam w łóżku do momentu, kiedy usłyszałam słowa: „Czy nie wiesz, że jesteś warta więcej niż twoja choroba?“
Kiedy opowiadam innym swoją historię, przestają płakać i zaczynają iść do przodu, żyć.