17 de maio de 2009

Cel życia

Od tego czasu, kiedy założyłem Przecinek, starałem się nigdy nie pisać w pierwszej osobie. Jednak tym razem, pisząc na temat sensu życia pozwolę sobie na użycie zaimka “ja”. Nie będę wykładał teorii filozoficznych ani wymyślnych argumentów, tylko w najprostrzy sposób opiszę, co się ostatnio u mnie działo. Co prawda, to nie będą fakty, tylko przemyślenia i wnioski które wyciągnąłem z tych przejść... I, jak mówi mój przyjaciel Andrius- masz fakty, znaczy, że to już masz za sobą, więc idź dalej. Szukając argumentów w głębi umysłu nie zawsze trafimy na poprawną odpowiedź.
Przeszedłem kryzys , porównywalny do trzęsienia ziemi, który zachwiał wszystkimi, nawet najpewniejszymi przekonaniami. Wynik- dużo, dużo pyłu...
Ciekawe, że kryzys trwał 40 dni... Symbolika.
Tak naprawdę ten kryzys nie ponosi odpowiedzialności za te wszystkie ruiny w moich przekonaniach. Kryzys nastąpił, żeby pokazać, jak słabe były te podstawy, na których budowałem w sobie dom. Zostałem zmuszony do poszukiwania nowych podstaw i budowy na nich z większą rozwagą i namysłem. Jednak kto jest w stanie powiedzieć, gdzie tak naprawdę jest sens życia, ten punkt wyjściowy?
Jedną z najcenniejszych rzeczy, które usłyszałem w tym okresie, były rozmowy na temat optymizmu i prawdziwej nadziei, zasłyszane w czasie konferencji „Comunione e Liberazione”. Rzeczywiście, optymizm opiera się na tym, że ktoś wierzy w to, że słońce znowu będzie świecić, zjemy coś smacznego na obiad, wyjedziemy w niezwykłą podróż do jakiegoś kraju, kupimy wymarzony samochód, pracę, zostaniemy prezydentem. Jednak to wszystko jest oszukiwaniem się, jeżeli myślimy, że nasze prawdziwe życie rozpocznie się w momencie, kiedy osiągniemy któreś z tych rzeczy...
Prawdziwa nadzieja polega na tym, że nawet po osiągnieciu zamierzonego celu, po smacznym obiedzie czy otrzymanej nagrodzie, nawet przemoknieci w deszczu możemy czuć się spokojni...bo wiemy, że deszcz to nie tylko zimno, a słońce to nie tylko ciepło i kolory.
Zawsze twierdziłem, że musimy poczuć każdą chwilę i cieszyć się z każdej wypitej filiżanki kawy; obserwować wschód i zachód słońca, kontemplować kroplę wody spływającą po liściu itd. Te chwile muszą być kontynuacją czegoś większego, jakiejś całości, a nie początkiem i końcem samych siebie.
Chwila ma wielkie znaczenie, jeżeli traktujemy ją jako prezent. Jeżeli traktujemy ją jako oddzielne wydarzenie- stajemy się zależni, przeskakujemy z radości do smutku i spowrotem, jak w bezsensownej grze, której celem jest oczekiwanie na kolejną chwilę. Możemy grać w ten sposób od rana do wieczora, od narodzin do śmierci.

Jednak na tym nie może się skończyć. Nasze serca z natury nie zgadzają się, że na tym się skończyło. Możemy założyć, że piękno, szczęście i miłość są falami i trwać w oczekiwaniu na kolejne. Są ludzie, którym takie podejście nie pasuje, bo odczuwają dotkliwy brak czegoś większego. Chcą prawdziwego szczęścia, prawdziwej rzeki szczęścia, w którą można wejść lub wskoczyć, zanużyć się i czuć spokojny i stały prąd niosący nas...nawet jeżeli go nie odczuwamy.
Prawdziwe szczęście i prawdziwa miłość są źródłem życia. Kiedy to odczuwamy, odczuwamy ten prąd ( który najczęściej idzie pod prąd w stosunku do reszty świata), czy z otwartymi, czy zamkniętymi oczami, odczuwamy, że idziemy w odpowiednim kierunku,

Vladas

Nenhum comentário:

Postar um comentário